Wierszyki są bezlitosne
W Wielkanocną niedzielę wzniosły wierszyk zadzwonił do jednego z moich domowników o 7.30. Rano. Zawył telefon stacjonarny. Panika. Kto dzwoni w Święta o tej porze? Telemarketer wyjątkowo wykluczony. Pospieszne odebranie słuchawki i ciężki oddech człowieka po porannym sprincie, wyrwanego wprost ze snu. Dzwoni Ivona. Syntezator mowy dzielnie odczytuje fragment Ewangelii zakończony życzeniami. Zanim Ivona się rozłączy, mówi, że tak naprawdę życzenia składa Małgosia B. z rodziną. Niestety Małgosia B. też wybrała wszystkie pozycje na liście kontaktów. Wiem już, jak to jest być takim hydraulikiem.
Spokojnego jajka
Przy odpowiedzi na te hurtowe życzenia ogarnia mnie jeszcze większa niemoc. Kiedyś trzymałam się „dziękuję, nawzajem”, ale oczami wyobraźni widziałam prychającego rozczarowanego odbiorcę żądnego poetyckiej historyjki z puszystym zajączkiem w tle.
Jestem przekonana, że (skoro już trzeba) dużo bardziej doceniłabym pamięć i życzliwość w zwykłych, prostych życzeniach spokoju i wypoczynku. Są bardziej realne, mniej nadmuchane i chyba głównie o to nam w tym wszystkim chodzi. To sztuczne podkreślanie entuzjazmu jakoś do mnie nie trafia, ale może po prostu zatraciłam oryginalny wydźwięk Świąt i nie czuję tej rezurekcyjnej wesołości.
A czy Wy czujecie ją życząc „wesołych świąt” na do widzenia?
