Życzenia, których nikt nie chce

Regularnie w okresach świątecznych zastanawiam się, jaki głębszy sens ma składanie życzeń. Nie przechodzi mi przez gardło życzenie „wesołych i rodzinnych świąt” pani na poczcie. Nie wiem, czy obchodzi święta. Nie wiem, czy chcę to wiedzieć. Na co dzień nie wygląda na radosną, to raczej singielka niekoniecznie z wyboru.

Sama też niezręcznie się czuję, kiedy w moją stronę płyną takie bezosobowe, uniwersalne życzenia na do widzenia. Mówię „nawzajem”, chociaż rozmówca oczekuje chyba czegoś więcej. Najbardziej zagadkowe są dla mnie życzenia wysyłane hurtowo SMS-ami. Nie mogę zgłębić, co kieruje osobami, które się na to decydują. To ostatnie słowo nie pojawia się tu przypadkowo, bo wygląda to dla mnie na skrupulatnie zaplanowaną akcję na szeroką skalę. Nie sądzę jednak, że stoi za nią pamięć i chęć pokazania: jesteś dla mnie ważna/y. Wydaje mi się, że wyrażenie tego typu uczuć odbywa się trochę inaczej niż kliknięcie „wyślij do wszystkich na liście kontaktów” pod wierszykiem o mokrym Dyngusie. Najchętniej, by wierszyk miał jak najwięcej rymów i podtekst seksualny, alkoholowy, ewentualnie religijny (wtedy obowiązkowo w patetycznym tonie). Zawsze zastanawiało mnie, czy takie życzenia dostaje też hydraulik i kurier, którzy trafiają na taką listę w ciągu roku. Niedługo miałam się o tym przekonać.



Wierszyki są bezlitosne

W Wielkanocną niedzielę wzniosły wierszyk zadzwonił do jednego z moich domowników o 7.30. Rano. Zawył telefon stacjonarny. Panika. Kto dzwoni w Święta o tej porze? Telemarketer wyjątkowo wykluczony. Pospieszne odebranie słuchawki i ciężki oddech człowieka po porannym sprincie, wyrwanego wprost ze snu. Dzwoni Ivona. Syntezator mowy dzielnie odczytuje fragment Ewangelii zakończony życzeniami. Zanim Ivona się rozłączy, mówi, że tak naprawdę życzenia składa Małgosia B. z rodziną. Niestety Małgosia B. też wybrała wszystkie pozycje na liście kontaktów. Wiem już, jak to jest być takim hydraulikiem.

Spokojnego jajka

Przy odpowiedzi na te hurtowe życzenia ogarnia mnie jeszcze większa niemoc. Kiedyś trzymałam się „dziękuję, nawzajem”, ale oczami wyobraźni widziałam prychającego rozczarowanego odbiorcę żądnego poetyckiej historyjki z puszystym zajączkiem w tle.
Jestem przekonana, że (skoro już trzeba) dużo bardziej doceniłabym pamięć i życzliwość w zwykłych, prostych życzeniach spokoju i wypoczynku. Są bardziej realne, mniej nadmuchane i chyba głównie o to nam w tym wszystkim chodzi. To sztuczne podkreślanie entuzjazmu jakoś do mnie nie trafia, ale może po prostu zatraciłam oryginalny wydźwięk Świąt i nie czuję tej rezurekcyjnej wesołości.
A czy Wy czujecie ją życząc „wesołych świąt” na do widzenia?
Trwa ładowanie komentarzy...